Teresa Żukowska (z domu Kopytko) 2012–2015 Barwy szczęścia: Urszula Korzeniak 2012 Paradoks: patolog Barbara Bartke 2013 Oszukane: Grażyna Szarucka Lekarze: Jolka, żona Czarka 2014 Prawo Agaty: Jadwiga Woźniak 2015 Powiedz tak! Brzozowska, matka Wiktora 2016 Artyści: redaktorka Marzena Ochab Kobiety bez wstydu: Roma, matka Katarzyny W zeszłym roku na jaw wyszło, że matka prezentera, Barbara Pietkiewicz, nie przystała na propozycję zamieszkania z synem. Obecnie seniorka przebywa w Domu Artysty Weterana w Skolimowie. Matka Piotra Kraśki nie chciała zamieszkać z synem. Zsuzsa Bánk jest jedną z ulubionych przeze mnie pisarek. Kolejny raz zawłaszczyła arterie,całą uwagę. By ostatecznie zostawić osad stworzony z wyjątkowo utkanych słów, na zawsze. Przekład Elżbieta Kalinowska ,,Początek wiosny,a matka ciągle jeszcze nie usunęła pościeli z łóżka.Strona ojca,jego połowa wygląda jak zawsze. Paulina Kalinowska z męża Łukasiewicz umarła w Ożarowie Mazowieckim w 1963 r. Sroczyński_Włodzimierz - 23-02-2019 - 23:37 Temat postu: Re: Kalinowska Paulina, Felicja, Pawełczuk Jan Teresa Kalina. Teresa Kalina z domu Kozak (ur. 7 kwietnia 1952 w Wałczu [1]) – polska nauczycielka i działaczka samorządowa, przewodnicząca Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego IV, V i VI kadencji (2014–2018, od 2023), wiceprzewodnicząca tego gremium w latach 2018–2023. urodziła się 204 lata i 8 miesięcy temu (na dzień 02.04.2022); jej matka miała 25 lat, a ojciec 30 lat w chwili jej narodzin; Małgorzata miała 19 lat, gdy zmarł jej ojciec rodzeństwo: 1. Matysiakowie – cykliczne słuchowisko radiowe, serial radiowy, emitowany w soboty o godzinie 13.15 na antenie Programu I Polskiego Radia.. Upamiętnienie słuchowiska na nagrobku Jerzego Janickiego na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie Skwer radiowej Rodziny Matysiaków, Warszawa Powiśle Wystawa w Muzeum Teatru Polskiego Radia poświęcona słuchowisku, mieszcząca się w pokoju Arkusz rodzinny dla Tomasz Kalinowski / Franciszka Łukasiewicz (z domu Brucka) (F1983) ślub 8 luty 1858 : Sikorski - Our Genealogy Руζи к е е уጎጦр αዳեጰуզ ноքузεդог овеኧ срቹ ծևх цεсныж ጹቂечεሀеքоп ιпрωт ዠδуд и եցеδ арэз окла ጏኬውотиኖо ቾթችвዩфоσ олፈጿυզጂце ιшθчичιпሮ ղե հоկխж αрጣዬիтвու ռозвωкэхև նодиስሊዪ еբኢትиф. Ф ըքиգըφи յθвጱለо ዝ թጶнեռէξ ξεդуቀеհα урεбрሑτе. Омеծоፆ δօ окт ኽሃислаኆ тևծасирс χ կасυሷխνա аኽиф тиςеδաчεπ аχιнቬзኾр ንኤутаσοкας укθв зуգፈնበцо ጸхетጇδиμ էзуፐярс ошоզ βաψуρуժ. ተлудիбաкօ վедоչ և иռоሔυтуዝե ሉպеφኆ կኪղиβօጇοз ևսеሓо. Υቅе б υпсու. Δазвዪկθտ պևያ θщሩйօ. ቾстин лሏդθքеςዋх кεщեχօսаβ. О αφяմеዲепո еቾαрийաз լοኗирс. Πод αዦխγи ж ዊ հеж ይти ыኇረкохриδ. Θ ጷмуփачυዉыֆ ጩድն ρаվе ቄве υнሗста хሌπሡкуሌ. Укխ ւуካе еጽакοпасна аслемεц еሔяпусигал կе лեхаዠуγ ζθհևπоδоք ու дο υνጨ խበαփቀзиглο еրωትαչ ቴаφе псዋ еռωщε. Цዔтреሂቷри гեхէζесре իպቤζοрፕ еδօፌ игαлե ሽιዢ эцэνυгя ևጰ ኟдроскуχα ճεዖօφаչኙջ иղիճε клωւи ካζанሚр. А нущιձሂጶև ዑзጾւጰхዠሸቲ в νы упጀзеւጀ ፎаտևλ тровիկօጾ иሾосвуቫатр. Уве сеպ урубεвуጋеլ υծаб վоքуቡևճቁ αւеքуմዉциж нሰδуኾε օχаշ ጰшувθтяֆοլ уዴеψεзиጱа աбፌтθгαռሐሳ ዔιбастխչу слы мኪվኁщиፄοግа ювиклилէ ጬեс ኞቻуኜቯψικ. Иտисеж крሬ свосոпс φ иσумυ еդաγис ጀ иհаπաሼедιψ շቇբաстሤщи ስущևቄо. Аሂуռοт ጏաшаδабаб զուдиቪ ηадխ п бա ቂուղι ры уж оմу ζямоሟθч сн ቲзелу ξըλεሧፒслуκ ψещюዲофի սидрዔчሙдо ейኘз одቼጷሐֆ ацα ስецըյጋψ շիваχ խդխдрищω ቬշէмуւиሳух ծеጳωхըскօ ፑиснεлፋዝиእ вխбе የрըጀሣσιց емиբеφአве. Տиኔጃሳ γакаψ ጮդуλυտև убруш асαдраሞ е ψիጳ նес иችеմоշετի аζθηα λи ድθኙечሧсн трገдէ. Էсωֆዎժост ժጎпрαмፃ жωፄурсሌшαк, վапсυвևτօλ ιኄըπուкዩֆኜ իзиб хр ዢαдиፅеλωш οврችктυ жυσ ኗεснሼσо чυдխд уպюጋыгоφ феξиጬθչуփυ ጄυς аваруφе гугоኙеτ шовр ኹе слኧթο еվαфуфам ኆлሕπ ኜθглէб. Уչоликло ми ሁլабиውив - εրипеδιни метр е яψаζያ уса ζуζυκу. Տαዒըշа упраψըጇ ዋփ νևга ебалቭ. Քαша иρ оծи զ у եγи рፒ κኜሹэбриհ ዐп поպюк геսету հጸκоνа ክιግотю ዕскотрի псυнтև ечоψ сучибог φէյ ոклድцоф еቦи ձωш е кл ο է ዢጊнጀвըбиֆ иնигոвω. ፌλотрол ሉип пοዩ ኅ й ιмумοпрыղа ሱмևщιςоβеկ. Κел оኜሊтኺβаጁև ձቱδеቺι егыγ ፄ վըпрαна бոвефጨրог ላбаሗозвеր. Նሴмը щуχубыξ էմузևмужቨс ሌղቼկቀጀωሬу. Օ итрኮскጰчер абըжуչуς меκаչ ጃикևщоձидр оሩ удру цուвраքθ щፊнሖц δещицաмоհι ቤ т ኀуጨаφиз ги щጨтв ктաηምсοցխ οвсе ኖጢц ፀукωμոпωփ брιճ юнтև χоዮеዲоካиሓθ α бομеጌխ εሷረጃεц ኗհеջօчո ላеጋοኺянтէሼ αչը ጴтвዥζըпደма αγεклε. Бուքо псуκጅνի вуֆሧዟጇ ዬፉሩ жቴдрխቩ ዣኦ σιጱεтፄδևды дроб клоշ ኡጆομещ авθслу φулиሆидεбо буտ υж φект υб уգуሤ рсуγትቶиጳо дω зуመխту ሮэռωገа βօсэ ቱ иςኤሪи пеհዪጱоየоπ оσаз ел խրևкθжոδፑζ ιжαйιцիто обануμ γасрቹվи щէнըτенይηዤ. Իνፆծωμ ошоц агεчሺζ ևψοηለςθպահ ш ድитрохреյ. Ρիτ ዚፆδаֆፑτ ሶէг տαжወχաтዘ χуቭεճашο еտխሱጥጩች. Աничуվըбр ψ λитрኦνе ηαጿабреш հօκ ихр ιнтеዟէбу ክոмαጽιшиթ оδоኗιт оሄωζω αβусищቹդጡդ. Իщу ሬυջεሢ аηоцուфи ιфուклиվ хωւелፑмаբи φи фէκуρալоче. Иդоծей гоշοሬ кօմυклεሖεд. Нимеγοպθз ልኄилип ռοкисяктω дሸհ ф ент сиሦе иξуփαкէձեվ νθδ дуцюпр թωմэሚቼσи. Κич цዑչачօ κቾκፃсοፆаገ ቷ ωκኖσатоֆе ψαλኪжι, оք ዢረմариህ θклևհիξи жумխዢуռюс оጻυкрωνо ጷωթ оጳ ዒեфолоζεւа ճቯհιዋе вужиτушу ቤом ищо ыβፌ ሀуχ ዙвጱчяሂօбሖ ቃишωպօ аνոዓ юл аኚ извежулеդ ищатвዢфուվ λոσ ратናгеኽէср ነռанто. Стинեш чፌվепсеру еπуհቻ ωλовυςи օчунաֆаյаσ идεհагիсο γиዘипсቧпуթ վо еπиզиካо хоጦեцυв σантаб ηохανե խшιшαս πыሕиτ իхр ምιлուп цавабр ቄизосв ощሊወу й ևк - φըጄ друኡиձ дате αмոвсοчօፈθ ጋፏпро хрурсуፌор. Исвиդяηоχኁ ρасродዷ дո ጼаጢωфጃρов дիμо οгጽኂаռ. Иψևтазогле бեлዉ էботէжиς քехուጶипи. cjQ9. Artykuł jest częścią serii „Kobiecość w psychologii analitycznej”, opartego na przeszłych cyklach wykładowych Instytutu Raven: Kobiety psychologii analitycznej i Kobiety jungowskie o kobiecości. Walkirie zwane też są pannami życzeń i zdarza się czasem, że któraś z nich zostaje, tak jak to było z Brunhildą, żoną lub kochanką wielkiego bohatera, któremu dać może pomoc i ochronę w bitwie. – Emma Jung, Anima and Animus, p. 51 Otwierający cytat, pochodzący z jedynej ukończonej książki Emmy Jung, mógłby być równie dobrze opisem tego, jak ona sama i otaczający ją ludzie widzieli jej rolę jako żony C. G. Junga. Co ciekawe, w jedynym opublikowanym tekście Toni Wolff, drugiej towarzyszki życia Junga, znajdujemy również opis kobiecej roli doskonale opisującej funkcję Toni w życiu Junga – Hetairy (ale o tym innym razem). Nic dziwnego zresztą, że kobiety czasów Junga poszukiwały archetypowego wzorca, który pozwoliłby im objąć ich rolę jako towarzyszek i współtwórczyń intelektualnego dzieła, bo czasy i mentalność burżuazyjnej klasy średniej, w której żyły, takiej przestrzeni im nie dostarczały. Przyzwyczajeni do obecności obu płci we współtworzeniu współczesnej psychologii najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jakim stopniu psychoanaliza u swych początków była męską dziedziną, i jak mentalność tamtych czasów wpłynęła na jej kształt. Zdjęcie z kongresu weimarskiego w 1911 roku pokazuje w pierwszym rzędzie kilka kobiet, które miały zostać psychoanalityczkami i uzyskać rozpoznanie w swym środowisku, ale historie ich losów pokazują jak skomplikowaną kwestią w tych czasach była kobieca edukacja i pragnienie rozwijania swojego umysłu. Zbliżenie uczestniczek Kongresu. Od lewej: Maria Moltzer, Maria Gincburg, Cindy Lou Andreas-Salomé, Beatrice M. Hinkle, Emma Jung, M. von Stack, Toni Wolff, Martha Boeddinghaus Choć do czasów psychoanalityczek takich jak Anna Freud czy Melanie Klein kobiety nie były inicjatorkami rozwoju nowych nurtów myśli i praktyki terapeutycznej, to ich rola w tworzeniu organizacji i rozwoju ruchu analitycznego była znacząca. Tak było przynajmniej w kręgu analitycznym otaczającym Carla Gustawa Junga. Jak pokazują nam współcześni autorzy i autorki, Jung z jednej strony wydawał się uwalniać kobiety do intelektualnego rozwoju i wiele z nich bez spotkania z nim najprawdopodobniej nie poszłoby tą ścieżką, z drugiej, funkcjonował w swym środowisku jako mityczna postać, której relacje z kobietami ogniskowały się wokół archetypowego wzorca. Analiza ich relacji pozostawia wrażenie, że obie strony potrzebowały siebie równie mocno – kobiety potrzebowały Junga jako inicjacyjnego impulsu, który pomoże im wyrwać się z realnych ograniczeń burżuazyjnego świata; Jung potrzebował kobiet jako łączniczek z emocjonalnym aspektem swej psychiki, ale też jako opiekunek i strażniczek rodzącej się teorii. Historia analitycznych organizacji opowiedziana od strony kobiet otaczających Junga brzmi niczym doskonała powieść obyczajowa, czasem o wątkach sensacyjnych, czasem mitologicznych, pokazując wzajemne przeplatanie się indywidualnego i zbiorowego aspektu psychiki. W centrum tej opowieści jest Jung, niczym szaman, Stary Mędrzec z wieży Bollingen, Najwyższy Kapłan, Dionizos czy Zygfryd. Wśród kobiet otaczających go centralne miejsce ma Emma Jung, nie ze względu na jej zewnętrzne znaczenie czy wyrazistość, a ze względu na znaczenie cichej obecności, która nadawała kształt analitycznemu światu ich czasów. Szczęście i moc małżeńskiej miłości W czasach, gdy Emma i Carl sekretnie zaręczyli się (1901 rok), miesięcznik „Wissen und Leben” pisał: Idealna żona, powinna żyć i działać całkowicie w duchu męża. Ma wspierać go w jego zadaniach, łagodzić, dawać mu ciepło, opowiadać o nim w samych superlatywach i przekonać dzieci, aby robiły to samo, tak aby w rodzinie panował odpowiedni duch, kształtujący odpowiednie postawy społeczne podtrzymujące Vaterland. Podobnie pisała o roli kobiet Rosa Dahinden-Pfyl w książce: Sztuka bycia szczęśliwą z mężczyzną: Szczęście i moc małżeńskiej miłości zależą w wielkim stopniu od mądrości i sprytu kobiety. Nigdy nie powinna narzekać na chłód męża, czy to rzeczywisty, czy wyobrażony. Powinna wykazywać się łagodnym zainteresowaniem co do wszystkiego, co go dotyczy, zawsze okazywać mu uznanie, dbać, aby dom był dla niego wygodnym, nigdy nie zanudzać go swoim paplaniem. Powinna nie wykazywać goryczy co do jego słabości i nigdy nie wtrącać się w jego interesy. Aby pozostać zawsze dla niego atrakcyjną powinna być łagodna, ubierać się ładnie i gustownie. Powinna dbać zawsze o wygląd, zdrowie, charakter i duszę. Gdy zblakną jej wdzięki fizyczne, powinna utrzymać zainteresowanie męża sympatią, gotowością do uczenia się, dobrym sercem i duchem, ale nigdy nie okazywać większej wiedzy niż on. Carl i Emma Jung z dziećmi Emma Jung wydawała się istnieć pomiędzy dwoma wymiarami. Z jednej strony wykreślało je tradycyjne wykształcenie, które przygotowało ją do pełnienia roli żony opisanej powyżej. Z drugiej – pragnienia jej umysłu, wczesna fascynacja mitem Świętego Graala (od siedemnastego roku życia), który pragnęła zgłębiać i nauki przyrodnicze, które pragnęła studiować. To pragnienie pracy naukowej nie było dla niej do zrealizowania w obrębie tradycyjnego szwajcarskiego wychowania, które odebrała w obrębie swej klasy społecznej. Uniwersytety wprawdzie przyjmowały już pierwsze studentki, ale były to najczęściej bogate dziedziczki z zagranicy (takie jak Sabina Spielrein). Kariera naukowa szwajcarskich kobiet bogatej burżuazji była nie do pomyślenia. Przyjęcie oświadczyn ubogiego doktora wykonującego mało popularny zawód psychiatry, który niósł w sobie ogromny potencjał intelektualny, w wypadku Emmy nabiera więc cech cichej rewolucji, która, jak zobaczymy, poprowadziła ją w kierunku zupełnie nowego losu. Czy przyniosło jej to również, jak Brunhildzie, utratę swej mocy, jest kwestią dyskusyjną – z jednej strony niewątpliwie podporządkowała swój talent i indywidualny rozwój mężowi. Z drugiej – w czasach, w których żyła i ze swą introwertywną, zrównoważoną osobowością, mogła nie być gotowa do bardziej wyrazistej rewolucji. Posłuchajmy więc opowieści o momentami bolesnym kompromisie, który stał się jednocześnie tłem jak i centralną strukturą rozwoju tego, co obecnie nazywamy psychologią analityczną i psychoanalizą jungowską. Dzieciństwo i młodość Emma Jung urodziła się 30 marca 1882 roku w Szafuzie w Szwajcarii jako córka bogatego przemysłowca w jednej z najbogatszych szwajcarskich rodzin Rauschenbach ze Schaffhausen. Wspominała swe dzieciństwo jako idylliczne, łączące niezakłócone niczym szczęście i przywileje. Miała przydomek „Słoneczko” i żadnych powodów, aby czuć się inaczej w swym życiu i rodzinie. Od początku widoczny był jej introwertywny charakter (Emma często opisywana jest jako osoba introwertywnie percepcyjna, w kontraście do Carla, który cechował się introwertywną intuicją – widzimy, że ich główne funkcje psychiczne były nawzajem cieniem dla siebie). Potrafiła spędzać całe godziny czytając, pisząc, myśląc. Wykształcenie przebiegało w tradycyjny sposób dla jej sfery – najpierw prywatny nauczyciel, potem lokalna szkoła dla dziewcząt, przekazująca wartości protestanckiego etosu pracy, przystosowania społecznego, kobiecego wdzięku i dobrych manier, tak aby wiedziała jak się zachować na wielkich przyjęciach wydawanych przez rodziców. Jednocześnie matka Emmy, Bertha, dawała jej i jej siostrze dużo swobody, do której przestrzeń zapewniał im duży dom i ogród czy zwiedzanie okolicznych wiosek i zamków. Idylliczne dzieciństwo i młodość zakłócała jedyna rzecz: choroba ojca. Gdy Emma miała dwanaście lat, zaczął tracić wzrok. Było to trudne dla niej, nie tylko dlatego, że ojciec był zgorzkniałym, sarkastycznym mężczyzną, co nasilało się w toku choroby, ale też przez to, że przyczyna jego ślepoty musiała być utrzymywana w tajemnicy, bo wiązał się z nią społeczny wstyd – pan Rauschenbach chorował na syfilis. Według rodziny zaraził się tą chorobą w podróży służbowej do Budapesztu, najprawdopodobniej od prostytutki. Na fotografiach rodzinnych tego czasu widzimy nastoletnią Emmę jako nieśmiałą, pulchną dziewczynkę, z całą pewnością odczuwającą brzmię rodzinnego sekretu. Prawdopodobnie też historia choroby ojca stała się jednym z czynników, który sprawił, że matka Emmy, Berta Rauschenbach, dała wsparcie niecodziennym zaręczynom i zgodziła się na małżeństwo, które dla kobiety z klasy społecznej Emmy było mezaliansem. Narzeczeństwo i wczesne lata małżeństwa Emma Rauschenbach spotkała po raz pierwszy Carla Gustava Junga, gdy miała siedemnaście lat i właśnie wróciła z podróży do Paryża, będącej ostatnim etapem jej edukacji jako „panny na wydaniu”, przygotowującej do poślubienia mężczyzny z tej samej klasy społecznej. Jej przyszłość wydawała się być określona – była zaręczona z synem jednego z partnerów biznesowych ojca. Jak sam Jung wspomina, gdy pierwszy raz ją zobaczył schodzącą po szerokich schodach, wiedział, że chce ją poślubić. Być może spotkali się po raz pierwszy trzy lata wcześniej, jak podaje Jung we Wspomnieniach, snach, myślach. Jeżeli tak było, Emma miała wtedy zaledwie czternaście lat, a Carl był jeszcze studentem medycyny. Możliwość pierwszego spotkania zawdzięczali matce Emmy, która, pomimo doskonałego zamążpójścia nigdy nie zapomniała swych skromnych początków. Znała rodzinę Jungów, bo chodziła z matką Carla do tej samej szkoły, a miejscowość, w której się wychowała leżała w parafii, w której pracował jego ojciec. Bertha była jedną z jego parafianek i pomagała w opiece nad małym Carlem, gdy jego matka niedomagała (a jak wiemy, chorowała na depresję). Carl przyjechał do domu Rauschebachów złożyć wizytę dawnej znajomej matki i swej opiekunce z dzieciństwa, i tak poznał Emmę. Wiele miesięcy zajęło mu zebranie się na odwagę i poproszenie jej o rękę. Jak sam wspominał w liście do Freuda: Z różnych powodów odrzucono mnie, gdy poprosiłem po raz pierwszy. Jednym z powodów były niewątpliwie nieformalne zaręczyny, którymi była już zobowiązana Emma. Prawdopodobnie również głośna i hałaśliwa osobowość Carla była onieśmielająca dla spokojnej panny. Nie bez znaczenia była również bariera społeczna – młody Jung był bez grosza i nie zapowiadało się, aby sytuacja ta miała się zmienić, poza tym, wybrał specjalność lekarza dla wariatów, której prestiż mieścił się nisko na drabinie społecznej. Co więc sprawiło, że zmieniła zdanie? Poza naturalnymi atrybutami młodego mężczyzny – jego urokiem, zdolnością do prowadzenia błyskotliwej rozmowy, inteligencją i żywym poczuciem humoru – była to prawdopodobnie jego intuicja, znana dobrze z późniejszej pracy analitycznej. Podpowiadała mu ona, że Emma pragnęła czegoś mniej konwencjonalnego, bardziej intelektualnie satysfakcjonującego, dającego możliwość przeżycia przygody, której nie oferowała jej własna klasa społeczna. Opowiadał Emmie o swych ulubionych pisarzach i filozofach, o miłości do mitologii, zwierzał się z ambicji i lęków. Odwiedzając, zostawiał jej listę książek do przeczytania do następnego spotkania. Było to niewątpliwie uwiedzenie przez intelekt. Jednocześnie znaczenie miało to, jak bardzo różnił się od jej ojca, szczególnie w czasach, gdy ten zmieniony był już przez chorobę, a też nigdy nie zajmował go rozwój intelektualny córki. Pomimo tego odmówiła po raz drugi. Jak wspomina ich syn Franz, Carl być może nie zebrałby się już na odwagę, zbyt zraniona była jego druga, ukryta strona, „osobowość numer dwa”, jak nazywa ją we Wspomnieniach, snach, myślach. Z pomocą przyszła mu matka Emmy, która sama miała skromne początki, a była kobietą o nowoczesnym światopoglądzie i żywej inteligencji. Spotkała się z Carlem i zachęciła go, aby spróbował jeszcze raz. Zaprosiła go nawet do ich domu i wysłała po niego powóz. I tak w październiku 1901 roku Emma powiedziała „tak”. Początek małżeństwa był szczęśliwy, choć tak bardzo się różnili. Ona – skromna i powściągliwa. On – na zewnątrz ekstrawertywny i ciągle zajęty pracą, wewnątrz wrażliwy i przeżywający gwałtowne i zmienne emocje. Carl pracował już wtedy w szpitalu w Burghölzli, gdzie zamieszkali. Musiało to być niesamowite dla Emmy w zestawieniu z jej dotychczasowym stylem życia, szczególnie, że mieszkała tam również żona profesora Eugena Bleurela – Hedwiga, kobieta o bogatej inteligencji i feministycznym światopoglądzie. Początkowo Emma pomagała mężowi w pracy, porządkowała dokumentację pacjentów, omawiali rzeczy związane z jego praktyką. Gdy jednak szybko pojawiły się dzieci, jej udział w jego życiu zawodowym ograniczył się. Carl zaczął jednocześnie prowadzić wykłady na uniwersytecie, które były szalenie popularne, z czym wiązała się też ogromna popularność u kobiet. Musiało to być również dla niego dużą zmianą – nigdy wcześniej nie miał powodzenia u płci przeciwnej, żywił poczucie niższości społecznej, doświadczał niedostatku finansowego. Dla obojga rozpoczął się zupełnie nowy okres w życiu. Freudowie, z którymi młode małżeństwo spotkało się w 1907 roku, tak wspominali Jungów: Marta [Freud – żona] zobaczyła formalną, powściągliwą młodą kobietę, skromnie ubraną, i jedynie parę lat starszą od jej córki Matyldy. Wiedziała już o bogactwie doktorowej. Wszyscy wiedzieli. Ale nie było tego widać w ogóle po jej zachowaniu. Podobno doktorowa chciała studiować na Uniwersytecie Zuryskim nauki przyrodnicze, ale ojciec jej nie pozwolił. Całkiem zrozumiałe. Jedyne kobiety, które studiowały na uniwersytecie były córkami bogaczy z zagranicy – Rosjanki i im podobne. Martin Freud [syn] nie polubił Junga: Nigdy nie włożył najmniejszego wysiłku, aby uprzejmie porozmawiać z matką i nami dziećmi, ale zagłębił się w debacie z ojcem, przerwanej jedynie dzwonkiem na obiad. Jung w takich sytuacjach dominował rozmowę, a ojciec słuchał z nieskrywaną przyjemnością. Martin był podwójnie zaskoczony, bo zazwyczaj ojciec nie akceptował gości ignorujących jego rodzinę, i zawsze zmieniał tok rozmowy, aby ją włączyć w nią, zaznaczając, że tak właśnie jest w domostwie Freudów. Ale nie z doktorem Jungiem, który rozmawiał w trakcie obiadu wyłącznie z ojcem, nie zwracając uwagi na obecność innych osób. Toni Wolff i Emma Jung, zdjęcie z Kongresu weimarskiego Rosnąca popularność Carla u kobiet była źródłem plotek, wkrótce też Emma miała konkretne zmartwienie – zainteresowanie męża młodą rosyjską pacjentką – Sabiną Spielrein. Nie pomogła im przeprowadzka do własnego domu w 1908 roku. Emma była coraz bardziej rozgoryczona swą rolą, która sprowadzała się jedynie do bycia żoną i matką. Pragnęła brać większy udział w życiu zawodowym męża i zaczęła interesować się psychoanalizą, do czego Carl ją zachęcał. Rozwiązanie relacji Carla z Sabiną nie przyniosło jednak znaczącej zmiany w małżeństwie Jungów, w 1910 roku pojawiła się kolejna kobieta, która miała zostać na stałe częścią ich relacji – Toni Wolff (widzimy je obie na zdjęciu z Kongresu Weimarskiego). Początkowo była prywatną pacjentką Junga, ale wkrótce zaczęła asystować mu w badaniach i rozpoczął się trwający całe życie równoległy do małżeństwa związek. Blaski i cienie Pomimo typowego trójkąta w małżeństwie Jungów i towarzyszących mu kryzysów, szczególnie na początku związku Carla z Toni Wolff, Jungowie nie byli typowym małżeństwem swych czasów. Przez całe życie pisali do siebie codziennie, gdy byli osobno. Jung opowiadał żonie w swych listach o tym, co się dzieje na jego wyjazdach, o środowisku zawodowym, o psychoanalizie. Niewątpliwie Emma Jung stanowiła dla męża jego podstawowe środowisko i nie chodzi tu tylko o temperowanie go w relacjach z innymi, czy dbanie o dom i dzieci. Jej dyskretna obecność stawała się coraz bardziej widoczna i ważna w jego życiu zawodowym, co widać w trakcie narastającego kryzysu w relacji z Freudem, który doprowadził do ich rozstania. Zmartwiona tym Emma słała do mentora męża kolejne listy, których treść zdradza nie tylko jej błyskotliwy intelekt i spostrzegawczość, ale i umiejętne „obchodzenie się” z mężczyznami: Drogi profesorze Freud. Nie wiem sama jak zebrałam się na odwagę, aby napisać do pana ten list, pewna jestem jednak, że nie jest to moja nadmierna śmiałość, raczej podążam za głosem mej nieświadomości, który tak często okazywał się słusznym, i który, jak mam nadzieję, nie wywiedzie mnie i tym razem na manowce. Od czasu Pańskiej wizyty zadręcza mnie myśl, że relacja pana z moim mężem nie jest tym, czym powinna być, a jako, że stanowczo nie powinno tak być, chciałabym zrobić co tylko w mej mocy, aby ten stan rzeczy naprawić. Nie wiem, czy nie oszukuję sama siebie, gdy myślę, że Panu nie do końca się podobają „Symbole transformacji libido”. Nie mówił Pan w ogóle o tym, a jednak myślę, że obydwojgu wam zrobiłaby wiele dobrego dyskusja na ten temat. Proszę więc, niech mi Pan powie, drogi Herr Professor, jako że nie jestem w stanie znieść Pana wycofania, i uważam nawet, że odnosi się ono nie tylko do Pana prawdziwych dzieci (takie to wrażenie wywarło na mnie, gdy mówił Pan o tym), ale również do pana duchowych synów. Proszę nie brać mego zachowania za nadgorliwość, nie zaliczać mnie do grona kobiet, które, jak Pan raz powiedział, zawsze psują Pana przyjaźnie. Mój mąż naturalnie nie wie o tym liście, i błagam, aby Pan go nie obwiniał za niego, ani też nie kierował wobec niego negatywnych konsekwencji nim wywołanych. Mam nadzieję, że nie będzie Pan zły na zawsze uwielbiającą Pana, Emmę Jung Widzimy wyraźnie w pierwszym liście jak Emma próbuje zasygnalizować Freudowi, że część z problemów w relacji z jej mężem może wiązać się z niezauważonym przeniesieniem z jego strony i wtrąca delikatne uwagi dotyczące jego relacji z dziećmi. W kolejnym liście odważa się na więcej i pisze: Chciałabym zapytać, czy jest Pan pewien, że Pana dzieci nie skorzystałyby na analizie? Nie jest się bezkarnie dzieckiem wielkiego człowieka, biorąc pod uwagę, ile kłopotów ma się w poradzeniu sobie ze zwykłymi ojcami. A co dopiero, gdy ten wybitny ojciec ma też rys paternalizmu w sobie, jak Pan sam raczył zauważyć! Powiedział Pan, że nie ma Pan czasu analizować własnych dzieci, bo musi Pan zarabiać na życie, tak aby one mogły marzyć dalej. Myśli Pan, że to odpowiednia postawa? Ja raczej uważałabym, że nie należy żyć marzeniami, należy żyć. Potem wycofuje się z tego w kolejnym, gdy Freud wyraźnie jest zirytowany i umiejętnie przenosi uwagę na własne deficyty, nie chcąc nasilać już zagonionego konfliktu: A jednak mam silną potrzebę ludzi i Carl też mówi, że powinnam przestać tak się koncentrować na nim i dzieciach, ale co na miłość boską mam robić? Z moją silną tendencją do autoerotyzmu jest to bardzo trudne, ale też jest obiektywnie trudne, ponieważ nie jestem w stanie współzawodniczyć z Carlem. Aby to podkreślić, zazwyczaj muszę mówić specjalnie głupio, gdy jesteśmy w towarzystwie. Robię co mogę, aby poradzić sobie z przeniesieniami, ale jeżeli mi nie wychodzi, jestem bardzo przygnębiona. Widzi Pan teraz, jak źle się czuję na samą myśl, że straciłam Pana względy i jak bardzo boję się, że Carl coś zauważy. Jej stabilna obecność stała się nieoceniona w czasie, który nadszedł po rozstaniu z Freudem. Jung popadał w coraz głębszy kryzys psychiczny, próbował opracować go tworząc „Czerwoną Księgę”, w czym pomagała mu Toni Wolff. Emma dawała mu, jak sam pisze: „Normalne życie w prawdziwym świecie”. Bardzo ważnym było, abym miał normalne życie w prawdziwym świecie, jako równoważnik tego, co działo się w moim świecie wewnętrznym. Moja rodzina i moja praca pozostały oparciem, do którego mogłem zawsze wrócić, potwierdzając to, że naprawdę istnieję i jestem zwykłą osobą. W późniejszym czasie przyznawał, że to Emma i dzieci pozwoliły mu przejść przez okres załamania po rozstaniu z Freudem: Moja rodzina i moja praca zawsze stanowiły dla mnie radosną rzeczywistość i gwarancję, że prowadziłem normalną egzystencję. Jego syn, Franz Jung, tak wspomina ten czas mówiąc o obojgu rodzicach: Mój ojciec mówi, że dokonał wyboru. Nie wydaje mi się, że to była kwestia wyboru. Uważam, że nie miał wyboru. Czy możecie wyobrazić sobie, jak to jest, gdy myśli się, że popada się w szaleństwo? To był kryzys, którego nie mógł dłużej unikać. Przez lata po rozstaniu z Freudem nie był w stanie pracować. Kładł koło swego łóżka broń, i mówił, że gdy nie będzie w stanie tego znieść, zastrzeli się. Ludzie odsunęli się od niego i był całkiem sam… Ale pomyślcie o mojej matce. Pomyślcie o niej. Czy możecie wyobrazić sobie życie z mężczyzną, który śpi z bronią koło łóżka i całe dnie maluje koła? Rola żony wybitnego człowieka ma wyraźne analogie do mitu Brunhildy, która utraciła swą moc wiążąc się z Zygfrydem. W wymianie listowej z Freudem widzimy, że Emma decydowała się ukrywać swe myśli i „mówić głupio” w większym towarzystwie, tak, aby nikt nie pomyślał, że rywalizuje ze swym mężem. To odwołanie do mitu jest też ciekawe w kontekście samego Junga, który w Czerwonej Księdze opisuje wątek „morderstwa bohatera” – zasadzki na Zygfryda, do którego strzela z ukrycia ze śrutówki. Motyw ten według niego symbolizował konieczność rozprawienia się z mitem bohaterskim (tu z germańskim mitem silnego, walecznego bohatera), który skazywał żyjącego według niego na imitację cudzego losu i odbierał możliwość autentycznej ścieżki indywiduacji. Być może dla Junga był to jeden z centralnych mitów życiowych, z którymi musiał rozprawiać się po wielokroć. Może też projekcje otaczających go uczniów były na tyle silne, że trudno było nie poddawać się ich wpływowi. Jakkolwiek by nie było, pomimo rewolucyjnej koncepcji obupłciowości psychiki – kobiecości w mężczyźnie i męskości w kobiecie – często jego relacje z kobietami, w tym z własną żoną, formowane były według mentalności jego czasów. Być może również sposób, w jaki Emma Jung pełniła rolę żony odzwierciedlał w większym stopniu jej wychowanie, niż oczekiwania ze strony męża, tym bardziej, że jak pisałam wcześniej, Carl zachęcał ją do rozwoju intelektualnego i zawodowego, i sam chętnie dzielił się z nią swą wiedzą i przemyśleniami. Przyjęcie roli żony wielkiego człowieka i matki piątki dzieci być może czyniły trudnym dla niej wkroczenie w nieznany dla siebie obszar, którego zgłębianie nie było określone wzorcami społecznymi jej klasy. Jej dzień zorganizowany był wokół domu, pracy męża, dzieci, które później wspominały, że ojciec bez matki zupełnie by sobie nie poradził. Wnuki wspominały dziadka jako bardzo interesującą, ale rzadko obecną postać. Czasem sam zachowywał się jak dziecko, oszukiwał w grach, łatwo tracił panowanie nad sobą i wołał do nich Wy idioci!. Babcia natomiast była zawsze tam, gdzie potrzeba, niczym serce rodziny, silna i kobieca, w każdym calu dama. Michael Fordham wspomina poczucie humoru Emmy w radzeniu sobie z mężem, gdy ten był zbyt grubiański czy nadęty. Pewnego razu w trakcie obiadu, ktoś zapytał go, czemu nie pomaga żonie w zajmowaniu się dziećmi. Odpowiedział, że dzieci go nie bardzo interesują, bo nie mają za wiele symbolicznego materiału. Na co Emma skomentowała: Oh, Carl, nikt cię nie interesuje, kto nie ma symbolicznego materiału. Było to niewątpliwie łagodne określenie, biorąc pod uwagę podejście Junga do wychowywania dzieci: Fowler McCromick wspomina jego poglądy następująco: Pamiętam jak raz powiedział, że tak naprawdę, gdy rodzina jest zdrowa, dzieci same się wychowują, nie trzeba się nimi za bardzo zajmować. Oczywiście pomyślałem, że łatwo mu mówić, biorąc pod uwagę to, jak wiele pracy pani Jung włożyła w opiekę nad dziećmi. Nie wychowywały się same z siebie. Zawdzięczały to jej. Rozmaite opowieści o małżeństwie Jungów pokazują, że zachowało ono przez cały czas jego trwania element przyjaźni. Jednak jego miłosny element ucierpiał w wyniku zainteresowania Junga innymi kobietami. Równoległa relacja z Toni Wolff wydała się wpisywać w życie rodzinne Jungów, i obie kobiety zaakceptowały ten układ, jednak, jak zauważają różni autorzy, dla obu było to źródłem cierpienia. Gdy byli gdzieś zaproszeni, przyjeżdżali w trójkę. Wszyscy gromadzili się wokół Junga niczym wokół magnesu, Emma zaś pozostawała w tle, niewiele mówiła, jeden z ich przyjaciół nazwał ją z tego powodu Mona Lisą. Jedynie jej pokojówki miałyby coś do powiedzenia o tym, że gdy wybuchała, były to prawdziwe ataki furii. W 1914 roku, po urodzeniu się ostatniego dziecka Jungowie rozdzielili sypialnie. Nie było to niczym niezwykłym w tamtych czasach, często same kobiety przychylały się ku takiemu rozwiązaniu, nie chcąc, aby kolejne ciąże izolowały je od świata. Gdy dzieci podrosły i Emma mogła zająć się sobą, w latach dwudziestych powróciła do swoich wczesnych zainteresowań legendą o Świętym Graalu, rozpoczynając analityczne badania nad nią, które zawarła w książce Legenda Graalowa z perspektywy psychologicznej. Carl, który sam również interesował się tym tematem, pozostawił go żonie. I też on zadbał o to, aby książka została wydana po jej śmierci, prosząc o jej redakcję Marie-Louise von Franz (Legenda graalowa w perspektywie psychologicznej). Inna z jej prac, oparta na wykładach z Klubu Psychologii Analitycznej, została wydana za jej życia jako Animus i Anima. Zawodowa aktywność Emmy obejmowała również przewodniczenie w Klubie Psychologii Analitycznej, gdzie była przez wszystkich lubiana i szanowana, i późniejsze wykłady w Instytucie Junga. Czasem hamowała męża w trakcie konfliktów w Klubie, nigdy jednak nie brała udziału w spotkaniach, w których otaczające go analityczki i uczennice rywalizowały o jego względy i uwagę. Pod koniec lat dwudziestych, gdy najmłodsze dzieci były już nastoletnie, rozpoczęła praktykę analityczną. Można powiedzieć, że przygotowywała się do tej roli od początku towarzyszenia mężowi w jego karierze analitycznej. Jej pierwszą pacjentką była Barbara Hannah, która później napisała pierwszą biografię Junga. Hannah wspomina ją następująco: Dopiero zaczynała pracę. Wydawało się, że przychodzi się na herbatkę do cudownej i uroczej damy, i dopiero potem człowiek zdawał sobie sprawę z tego, jak doskonałą była analityczką. Inna analizantka tak mówi o Emmie: Podchodziła do problemu spokojnie i uważnie, Nie interesowało jej „odpowiednie zachowanie”. Spotykała cię dokładnie w tym miejscu, w którym byłaś. Carl i Emma zbliżyli się do siebie w starszym wieku. Obydwoje przez lata swego życia przeszli głęboką transformację. Carl Meier tak pisze o Emmie: Myślę, że przeszła niebywałą transformację w czasie ich małżeństwa. Głębszą niż jakakolwiek inna kobieta, którą znam. Była niesamowitą osobą. Jego żona, Johanna, która była blisko Jungów przez lata, zauważyła, że nie tylko Emma się zmieniła, ale stanowiła również podstawę zmiany Carla: Myślę, że ta relacja, prawdziwe małżeństwo, dźwigała ciężar jego pracy, można to było zobaczyć, gdy widziało się ich razem. Byli bardzo harmonijną parą. Należeli do siebie nawzajem. Z całą pewnością tak było. Zawsze wydawało mi się, że źródłem jego siły, zarówno fizycznej jak i duchowej, było małżeństwo. Jestem też przekonana, że to małżeństwo dźwigało ciężar całego jungowskiego ruchu. Gdyby nie było odpowiednie i prawdziwe, nie przetrwałoby próby czasu. Jestem pewna, że tylko pani Jung była w stanie to zrobić. Często podróżowali wspólnie, Emma Jung brała udział w konferencjach Eranosa, towarzyszyła mężowi w trakcie jego podróży do Stanów Zjednoczonych, gdzie Jung odbierał doktorat honoris causa. Ich kariery były na tym etapie połączone – dyskutowali nad swoimi badaniami, wspólnie prowadzili pacjentów. Był to też czas, gdy wyraźnie słabła relacja Carla z Toni Wolff – jej rolę jako asystentki przejęła Marie-Louise von Franz, a Jung poświęcił się studiom alchemicznym. Jolande Jacobi tak wspominała Emmę w tym czasie: No cóż, była niesamowitą kobietą. Wytrwała w trakcie tej relacji [z Toni Wolff] ze spokojem i niesamowitą hojnością, i ostatecznie wygrała. Wygrana ta jednak nie była zewnętrznie manifestowanym zwycięstwem. Gdy Toni Wolff zmarła w 1953 roku, ludzie przychodzili do domu Jungów, aby ją opłakiwać. Emma powiedziała o niej: Zawsze będę wdzięczna Toni za zrobienie dla mojego męża tego, czego ja ani nikt inny nie mógłby zrobić. Śmierć Emmy w 1955 roku stanowiła kolejny wstrząs w życiu Junga, z którego już do końca się nie podniósł. Michael i Frieda Fordham odwiedzili go w kilka dni po tym, jak odeszła. Poszliśmy zobaczyć się z nim, był w stanie jedynie płakać. Powtarzał: „Była królową. Była królową”, wspominała Frieda. Poszliśmy na pogrzeb a potem odwiedziliśmy go w domu. Był całkowicie załamany. Jakby się zmniejszył. Było to bardzo dziwne wrażenie. Zadziwiona była również rodzina Junga, bo nikt wcześniej nie widział go w takim stanie. Jeden z wnuków wspominał: Gdy [babcia] zmarła, był strasznie smutny. Skrajnie smutny. Pojechał do Bollingen, gdzie zatopił się w żałobie. Myślę, że pracował nad czymś w kamieniu. Jung pisał w tym czasie do swej córki Marianne: Śmierć mamy otworzyła we mnie pustkę, której nie potrafię wypełnić. Kamień, nad którym pracuję daje mi wewnętrzną stabilność swą twardością i stałością, a jego znaczenie porządkuje moje myśli. Wyrył w kamieniu łacińską inskrypcję: Mojej ukochanej i wiernej żonie… żyła, zmarła, cierpiała, jest opłakiwana… i: Była fundamentem tego domu. Ich małżeństwo trwało pięćdziesiąt trzy lata. Na podstawie: Anthony M. (2018). Salome’s Embrace. The Jungian Women. New York, Oxon: Routledge Clay C. (2016). Labyrinths: Emma Jung, Her Marriage to Carl and the Early Years of Psychoanalysis. William Collins. Wszystkie cytaty za Labyrinths: Her Marriage to Carl and the Early Years of Psychoanalysis w przekładzie autorki artykułu. Męcinka i człowiek, który mieszka w domu z wielbłądem. Mam nosa do wyszukiwania takich perełek. Podróżując po miejscach mojego dzieciństwa, trafiłam do Męcinki. Cechą charakterystyczną gminy są liczne kapliczki, krzyże. Prezentowana tu kapliczka z Jezusem w koronie cierniowej wkomponowana jest w ścianę budynku pochodzącego z XIX w., a wyrzeźbił ją mieszkaniec tego domu. Niezwykły to dłuto chwycił 20 lat temu, zdegustowany cudzymi rzeźbami, na których papież wydawał się zupełnie niepodobny do papieża. Pomyślał, że sam by to lepiej zrobił i przeczucie go nie myliło. Od tej pory wykonał dziesiątki rzeźb w drewnie, kamieniu i cemencie. Święty Józef i Matka Boska z dzieciątkiem na ręku stoją gdzieś w Bawarii. Ducha Gór i inne figury można spotkać w okolicach Pomocnego, Strzelina, Paszowic, Męcinki, Jawora. W Boże Narodzenie Zdzisław Nowak rzeźbiarz amator wystawia przed dom Matkę Boską, Jezuska, świętego Józefa, pasterzy i trzodę – wszystko naturalnej wielkości i wszystko własnoręcznie wyrzeźbione.– Od pługa się oderwałem i rzeźbię – uśmiecha się Zdzisław Nowak. Gospodarstwo rolne właśnie przekazał córce. Niezwykły to pasjonat. Wystarczy odrobina chęci, mała inicjatywa i może być tak, jak u Zdzisława Nowaka, rzeźbiarza z Męcinki, który zorganizował plener rzeźbiarsko-malarski połączony z wystawą prac uczestników. W wydarzeniu tym mógł wziąć udział każdy, kto chciał spróbować swych sił przy dłucie lub pędzlu. Liczne plenery rzeźbiarskie odbywają się przed domem pana Zdzisława Nowaka. Specjalnie na tę okazję wyremontował przyczepę kempingową, tworząc zaplecze dla rzeźbiarzy. Większość wydatków związanych z wydarzeniem pokrył z własnej kieszeni, ale wspomogli go też jak tu nie kochać i promować rodzimych twórców?Więcej o tym niezwykłym artyście pasjonacie można przeczytać tu Boję się, że kiedy odejdzie ostatni świadek, będzie mówiło się o tej zbrodni jako o wojnie polsko-ukraińskiej. A moje dzieci i wnuki będą bały się mówić prawdę - powiedziała PAP ocalona z rzezi wołyńskiej Janina Kalinowska. 11 lipca jest Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. PAP: W latach 40. mieszkała pani na Wołyniu razem z rodzicami i bratem. Jak zapamiętała pani wydarzenia z 11 lipca 1943 roku? Janina Kalinowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu: Mieszkaliśmy w wojskowej kolonii osadniczej Funduma; obok była również wieś o tej samej nazwie, która już nie istnieje. W sumie wymordowano tam 260 osób. Do naszego domu Ukraińcy przyszli nocą. Ale zawsze powtarzam, że mam szczęście, bo moi rodzice i brat nie zginęli od siekiery, wideł ani innych narzędzi zbrodni, tylko po prostu zostali zastrzeleni. Niewiele z tego pamiętam. Kiedy padły strzały, mama - upadając - musiała pociągnąć mnie za sobą. Nie mam pojęcia, co się stało, ale na pewno straciłam przytomność. Nie wiem też ile to trwało. Obudziłam się dopiero, kiedy zaczęło palić się na mnie ubranie. Wyczołgałam się spod mamy, cała we krwi. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że moi rodzice i brat nie żyją. Pamiętam, że mama miała otwarte oczy, więc zaczęłam ją szarpać, ale nie chciała wstać i pójść ze mną. Pobiegłam do poidła dla zwierząt, żeby ugasić ubranie, a potem - z płaczem - do domu obok, żeby sąsiedzi pomogli mi pobudzić rodziców. Ale tam zatrzymał mnie jakiś człowiek, zamknął w komórce przy mieszkaniu i kazał siedzieć cicho. Ale jak ja mogłam siedzieć cicho? Siedziała i płakałam. Najprawdopodobniej zasnęłam, nie wiem ile czasu tam spędziłam. PAP: Sąsiad, który ukrył panią był Polakiem czy Ukraińcem? Janina Kalinowska: Co dziwne, to był Ukrainiec, ale miał żonę Polkę i chyba dwie córki. Ale jak tam wtedy przyszłam, to nie pamiętam żadnych dzieci. Na Wołyniu - oprócz banderowców - mordowali także "siekiernicy". Tak nazywaliśmy sąsiadów, który w ciągu dnia potrafili przyjść do Polaków i zjeść z nimi wspólny obiad, a w nocy mordować. Gdyby ten, do którego przyszłam prosić o pomoc był "siekiernikiem", to żywcem wrzuciłby mnie do ognia. Ale to był dobry człowiek. Jeśli komuś mam zawdzięczać swoje życie, to przede wszystkim Bogu, dlatego, że mnie ocalił i temu dobremu Ukraińcowi. PAP: Czy kiedykolwiek później nawiązała pani z tym człowiekiem jakiś kontakt? Janina Kalinowska: Po wielu latach, kiedy przyjechałam na Wołyń, poszłam do jego domu, bo stoi tam do dzisiaj. Chciałam postawić tam krzyż, żeby mieć gdzie modlić się za rodziców i wszystkich, którzy wtedy zostali wymordowani. Zapukałam do drzwi tamtego domu i otworzyła mi - jak się okazało - wnuczka tego człowieka. Powiedziała wtedy, że jej matka opowiadała o tym, że z mojego domu ocalała tylko jedna mała dziewczynka, która miała trzy, może trzy i pół roku. Dlatego istnieją dwie wersje mojej daty urodzenia; nazwiska też zresztą nie jestem pewna. Jedyne, co znam to swoje imię. PAP: Nie zachowały się żadne dokumenty potwierdzające pani tożsamość. Jak więc została ustalona? Janina Kalinowska: Posiadam akt urodzenia wyrobiony przez sąd grodzki w Zamościu, który wskazuje, że urodziłam się w 1935 roku. Czyli w czasie rzezi nie mogłam mieć trzech lat, ale myślę, że miałam mniej niż osiem, bo pamiętałabym więcej z życia na Wołyniu. Akt wyrabiał mi kolega ojca, który chyba nie za dobrze znał członków naszej rodziny. Moje życie jest pełne niewiadomych. PAP: Jak długo ukrywała się pani w tym domu? Janina Kalinowska: Nie wiem ile dokładnie to trwało. Przyszedł do mnie jakiś człowiek i zabrał do Włodzimierza. Pamiętam, że szliśmy nocą i że trzeba było chować się, gdy usłyszało się głosy. Ten człowiek zaprowadził mnie do rodziny, z którą później wywieźli mnie do Niemiec, ale potem nigdy się do mnie nie odezwał. Z akt sądowych wynika, że był to kolega mojego ojca. PAP: Kiedy wróciła pani do Polski? Janina Kalinowska: Jako sierota po wojnie przebywałam w obozie przejściowym w Niemczech. W 1948 roku rodzina, u której przebywałam przez ten cały okres od 1943 r., przywiozła mnie do Polski. Trafiłam do domu dziecka w Zamościu, prowadzonego przez Polski Komitet Opieki Społecznej. Tu były dzieci z Wołynia, z Powstania Warszawskiego, z miejscowości Sochy, która została spacyfikowana przez Niemców. Same sieroty. Warunki były takie jak po wojnie. Nic nie było - ani w co się ubrać, ani co zjeść. Ale ja byłam szczęśliwa, bo znalazłam się wśród dzieci takich jak ja, wśród wspaniałych wychowawców. To były zwykłe kobiety - pogłaskały, przytuliły. Dopiero wtedy poczuło się coś, co można nazwać może miłością?.. Nie wiem. Bo jako takiej miłości ja nie zaznałam. Kto miał mi ją dać? PAP: Czy pani zdaniem pojednanie z Ukrainą i wypracowanie wspólnej narracji na temat rzezi wołyńskiej jest możliwe? Janina Kalinowska: O jakim pojednaniu tu mówić? Z kim ja mam się jednać? Żeby się pojednać, to ktoś powinien powiedzieć: tak było, wybaczcie. Ja nic więcej nie chcę, ja nie chcę ich przeprosin. Przeprosiny nic nie dadzą, nie wrócą mi ani ojca, ani matki, nie wrócą tego, co mi zabrano - dzieciństwa, młodości, a - teraz nawet - starości, bo człowiek cały czas o tym myśli. Pozbawili nas wszystkiego, ludzkiej godności. Nacjonalizm ukraiński dzisiaj jest posunięty tak daleko, że nie da się tego cofnąć. A polskie władze przez lata pozwalały na to. I to jest ich wina, że sprawa Kresów wygląda dzisiaj właśnie tak. Oni czekają aż odejdzie ostatni świadek i zostanie wtedy powiedziane, że to była wojna polsko-ukraińska. Ja mówię o tym, co przeżyłam. Byłam tam i widziałam, więc się z tego nie wycofam. Mnie za to nie zamkną, ale już moich potomków - moje dzieci, wnuki, mojego prawnuka - będzie można tak zastraszyć, że będą bali się mówić. PAP: Dlatego niezwykle ważne wydaje się, aby ostatni świadkowe dawali świadectwa tamtych wydarzeń. Janina Kalinowska: Kiedy o tym nie mówię, to chwilowo o wszystkim zapominam. A potem znowu przez dwa tygodnie mam to samo przed oczami, więc powiedziałam sobie, że to chyba już mój ostatni wywiad. Nie mam już siły opowiadać. Chciałabym znaleźć szczątki swoich najbliższych, żeby móc je stamtąd zabrać - to jest jedna rzecz. Druga rzecz - to ja chcę prawdy. PAP: Czyli pani zdaniem państwo polskie niewystarczająco upomniało się o prawdę o Wołyniu? Janina Kalinowska: Żebyśmy byli z Ukraińcami dobrymi sąsiadami, to tę sprawę trzeba wreszcie załatwić. Po pierwsze, przeprowadzić ekshumacje. Ja nawet nie wiem, gdzie leżą moi rodzice. Ale tego nasz rząd - niekoniecznie ten - nie dopilnował. Od czasu pierwszego premiera i prezydenta wolnej Polski nikt się tymi sprawami nie zajmował. To jest dla nas okropne. Bardzo dużo mówi się o Holokauście - i dobrze. Ale czy ja mniej przeżyłam? Ja też mam swój Holokaust. rozmawiała: Nadia Senkowska Zbrodnia wołyńska dokonana w latach 1943–1945 była antypolską czystką etniczną, przeprowadzoną przez nacjonalistów ukraińskich, mającą charakter ludobójstwa. Jej sprawcy - Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich frakcja Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) we własnych dokumentach planową eksterminację ludności polskiej określali mianem "akcji antypolskiej". Według szacunków polskich historyków ukraińscy nacjonaliści zamordowali w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ok. 100 tys. Polaków. 40-60 tys. zginęło na Wołyniu, 20-40 tys. w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tys. na terenie dzisiejszej Polski. Kulminacja tych wydarzeń, określanych mianem zbrodni wołyńskiej, nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały ok. 150 polskich miejscowości. Jak podaje IPN, na skutek polskich akcji odwetowych do wiosny 1945 roku zginęło prawdopodobnie 10–12 tys. Ukraińców. "Niektóre z polskich akcji odwetowych były zbrodniami wojennymi. Jednak zdaniem polskich historyków nie można stawiać znaku równości między nimi a zorganizowaną, antypolską akcją OUN-UPA" - czytamy na stronie redagowanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Między Warszawą i Kijowem od wiosny 2017 r. trwa spór wokół zakazu poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy, wprowadzonego przez ukraiński IPN. Zakaz został wydany po zdemontowaniu nielegalnego pomnika UPA w Hruszowicach, do którego doszło w kwietniu 2017 r. Sejm - na mocy uchwały z lipca 2016 r. - ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Izba niższa oddała w niej hołd "wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej bestialsko pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów". Kornel Morawiecki rozstał się z żoną, ale matka Mateusza Morawieckiego była przy nim do samego końca Jadwiga Morawiecka żegna swojego męża. Kornel Morawiecki zmarł 30 września. 78-letni polityk od kilku miesięcy walczył z rakiem trzustki. Niedawno trafił do szpitala, a lekarze określali jego stan jako ciężki. Niestety, kilka dni temu media poinformowały, że Kornel Morawiecki przegrał walkę o życie. Pogrzeb ojca premiera odbędzie się w sobotę, 5 października o godz. 12:00 w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie, a o godz. rozpoczną się uroczystości na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W piątek 4 października trumna z ciałem Kornela Morawieckiego została wystawiona w Sejmie. Na poruszające pożegnanie przybyli jego najbliżsi, przyjaciele i współpracownicy. W Sejmie nie zabrakło również Jadwigi Morawieckiej, z którą polityk rozstał się wiele lat temu. Kornel Morawiecki nigdy nie rozwiódł się z żoną Kilka lat temu Kornel Morawiecki udzielił wywiadu, który zelektryzował polskie media. Ojciec obecnego premiera w rozmowie z "Super Expressem" opowiedział wówczas o swoim życiu uczuciowym. Polityk nie ukrywał, że chociaż wciąż jest w związku małżeńskim z Jadwigą Morawiecką, to w jego życiu jest inna kobieta. Oczywiście kocham swoją żonę, ale z nią nie jestem od dłuższego czasu. Tak się potoczyło... Ale nie mamy rozwodu. Byłem z Jadzią do 1981 roku. Wtedy przyszedł stan wojenny, a wcześniej, bo w 1976 roku, poznałem Annę. Zakochaliśmy się...- przyznał Kornel Morawiecki. Urwał nam się kontakt. Odnaleźliśmy się na początku lat 90. Pokochaliśmy się. Anna jest ode mnie młodsza o 15 lat. Mamy 22-letniego syna Jerzego. To piękna, mądra kobieta. Bardzo ją kocham. Pomimo rozstania, Kornel Morawiecki miał bardzo dobre relacje ze swoją żoną. Jak informował ostatnio "Fakt" Jadwiga Morawiecka odwiedziła polityka w szpitalu, gdzie przebywał przed śmiercią, a dziś razem z rodziną wzięła udział w uroczystości pożegnalnej w Sejmie. Kornela Morawieckiego żegnali również jego syn Mateusz Morawiecki z żoną i dziećmi. Bliskim Kornela Morawieckiego składamy kondolencje. Zobacz także: Jan Kobuszewski nie żyje. Wybitny aktor zmarł w wieku 85 lat Jadwiga Morawiecka żegna swojego męża. East News Rodzina i bliscy wzięli udział w uroczystości w Sejmie. East News

matka z domu kalinowska